Skąd to dziwne imię? – czyli wawrzyńcowe chrzciny.

Wawrzyniec. Ani to się nie klika, ani jakoś specjalnie łatwo nie wymawia. Na inne języki tłumaczy się dziwnie, bo przecież ani hiszpański Laurencio, ani francuski Laurent, a już tym bardziej szwedzki Lars za grosz nie przypominają polskiego, swojskiego Wawrzyńca. Tymczasem historia imienia naszego busa zaczyna się daleko poza Polską, poza Europą nawet, bo w odległej o tysiące kilometrów i ponad setkę lat XIX- wiecznej Brazylii.

Kupując Wawrzyńca na początku lata 2018 wiedzieliśmy, że to jeszcze nie będzie jego sezon. Nie planowaliśmy wspólnych wakacji. Miłosz kończył właśnie Polską Szkołę Reportażu. Wiele miesięcy ciężkiej pracy i nauki miał zwieńczyć tekst reporterski na samodzielnie wybrany temat. Ta dowolność tematu poniekąd Miłosza zgubiła. Pisanie od lat było jego pasją i chciał stworzyć coś naprawdę wyjątkowego. Pośród dziesiątek tekstów o warszawskiej bohemie, problemach mniejszości seksualnych na polskiej prowincji i wynaturzeniach w kościele katolickim, jego praca miała być perełką. Czymś pozbawionym polskiego marazmu i szarzyzny, do czego przeciętny Kowalski nad poranną kawą najpierw się uśmiechnie, a potem zawoła żonę lub konkubinę.

Po wielu tygodniach poszukiwań tematu alfa, Kowalski Miłosza miał wołać: „Halinka, popatrz no! Polak pojechał do Brazylii odnaleźć swoją rodzinę!”

Dlaczego ja Wam właściwie o tym opowiadam? Już zmierzamy do brzegu. Tak samo jak w 1890 roku do brzegu brazylijskiego portu w Rio de Janeiro przybił statek z polskimi emigrantami. Wśród nich była rodzina Toporowiczów. Głowa rodu, Wawrzyniec Toporowicz przywiódł swoich najbliższych na daleki ląd, by dać im szansę na lepsze życie. Od nich zaczęła się fala zwana „Brazylijską gorączką”, w której swoje początki ma dzisiejsza brazylijska Polonia. To właśnie ich śladów w 2018 roku pojechał szukać ich daleki krewny – Miłosz Szymański, by móc później na łamach polskiej prasy opisać ich historię.

Skoro więc Wawrzyniec poprowadził go aż do samej Brazylii, wydawał się idealnym patronem dla naszego busa, który miał nas przecież prowadzić przez lata życiowej tułaczki. Tym bardziej, że śladami Wawrzyńca, Miłosz do Brazylii bezpiecznie dotarł, przemierzył szmat jej niezawsze łaskawego terytorium i wreszcie szczęśliwie z niej wrócił.

Reporter wraca do domu. Dom w tle.

A historia o znajdowaniu rodziny? Cóż, Kowalski do żony krzyczał na pewno, pod warunkiem, że czytuje Duży Format. Albo, przynajmniej czytuje wyborczą, a ten reporterski dodatek przypadkiem mignął mu… okładką do góry.

Okładka Dużego Formatu – kwiecień 2019.

Jesteście ciekawi tej brazylijskiej historii, od której wszystko się zaczęło, a dzięki której Wawrzyniec stał się właśnie Wawrzyńcem?

Link do treści artykułu znajdziecie o, tutaj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s