Mamy kampera. A co na to pies?

Pytanie, które może z pozoru wydawać się dziwne. Kto o zdrowych zmysłach pytałby o zdanie psa? Jednak w naszym wypadku zależało od niego całkiem sporo.

Pies Dudu, adoptowany przeze mnie w maju 2016 z bydgoskiego schroniska mieszkał z nami już jakiś czas. Zdążyliśmy nawzajem poznać swoje mocne i słabsze strony. Dudu od początku naszej relacji był psem płochliwym. Wyraźnie było widać, że w poprzednim życiu człowiek nie jawił mu się jako przyjaciel. Dużo czasu minęło zanim udało nam się zbudować się więź opartą na zaufaniu. Wiedziałam, że miewa gorsze dni, gdy zapomina, że już wszystko jest w porządku. Że ma swoje granice, których lepiej nie przekraczać. Szanowaliśmy jego przestrzeń, jednocześnie nigdy nie odmawiając mu głasków, kiedy dawał znać, że ma na nie ochotę.

Dudu miał jednak jeszcze jedną słabość, o której mało komu mówiliśmy. W gruncie rzeczy ma ją cały czas. To choroba lokomocyjna.

Dwudziestominutowa trasa z poznańskich Jeżyc do Swarzędza rzadko kiedy kończyła się bez przygód. Dłuższe wyprawy były jednym wielkim dramatem dla obu stron. Nie wchodząc w szczegóły, Dudu podróże samochodem znosił po prostu źle. Nie pomagały żadne kropelki, ziółka, aviomarin. Raz spróbowaliśmy specjalistycznego leku dla psów o nazwie cerenia, lecz ten, o ile faktycznie powstrzymał, co miał powtrzymać, o tyle z psa uczynił naćpaną roślinkę i nie było mowy, żeby stosować go regularnie żyjąc w podróży.

Jakby mnie dzisiaj ktoś zapytał co nami kierowało, gdy mimo to kupowaliśmy kampera, powiedziałabym szczerze, że nie wiem. Głupota. Intuicja. Naiwność. Choć wszystkie znaki na niebie i ziemi temu przeczyły, wierzyliśmy, że będzie dobrze.

Najgorsze wspomnienie jakie mam związane z kamperem i Dudu to pierwsza noc. Wypiliśmy już „Taka”, oglądaliśmy film. Wypuściliśmy Dudu na tak zwane szybkie siku. Staliśmy pod blokiem, świętując nasz zakup. Nigdzie się nie wybieraliśmy.
A Dudu i owszem.

Nie wiem nawet kiedy straciliśmy go z pola widzenia. Było już późno i ciemno. Noc była chłodna. Moje z początku spokojne nawoływanie stopniowo ewoluowało w rozpaczliwy ryk. Nigdzie go nie było. Okrążyliśmy nasze osiedle i kilka sąsiednich. Kila razy. Minęły dwie godziny, może trzy? Po Dudu nie było śladu.

Wystraszył się kampera i uciekł? Zgubił się? Pobiegł za kotem? Wpadł pod auto? Ktoś zrobił mu krzywdę? W głowie miałam już same najczarniejsze scenariusze i samo najgorsze zdanie o sobie, że go nie upilnowałam. Wracaliśmy do auta się drzemnąć, albo chociaż zebrać myśli. Ledwie weszliśmy do środka, Miłosza coś jakby tknęło. „Ostatnia szansa” – powiedział. Nim zdążyłam zadać pytanie trzasnęły za nim drzwi.

„Jak go znalazłem, akurat srał”. To były pierwsze słowa, jakie wypowiedział, wchodząc do kampera z psem pod pachą. Mimowolnie parsknęłam śmiechem przez łzy. Dudu radośnie się oblizywał. Okazało się, że tylko nie wystraszył się kampera, ale postanowił wziąć udział w imprezie dla zmotoryzowanych… jadłodajni. Tuż przy naszym osiedlu znajdował się stadion sportowy. Akurat tego dnia odbywał się tam festiwal foodtruck’ów, a po nim na terenie stadionu został istny resztkowy raj. Dudu nie mógł przecież tego tak zostawić.

Tu już w okienku kamperowej sypialni.

Historia z happyendem? Cóż, choć mogło wyglądać to groźnie, w rzeczywistości po prostu każde z nas świętowało zakup kampera na swój sposób. Dziś Dudu ma koncie 8 odwiedzonych krajów, 9896 przejechanych kilometrów – łącznie pół roku życia w ciągłej podróży – i nie było dnia, żeby choć trochę stracił przez to apetyt. Poza tym prowadzi bloga o Vanlifie z psiej perspektywy oraz cały czas stara się wyszkolić dwa niesforne koty w zakresie zasad BHP.

Może to kwestia rodzaju auta, gabarytów, przestrzeni? Może po prostu mieliśmy szczęście? Może to cud? Niezależnie od przyczyny, nasza ekstremalnie nieprzemyślana decyzja uszła nam na sucho. Po raz kolejny, nie licząc zysków i strat daliśmy temu szansę. A Dudu dał szansę nam.

A jeśli chcecie wiedzieć co ma na ten temat do powiedzenia sam Dudu, czytajcie na : facebook.com/DuduVanDog

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s