Miedzianka Fest – co nam zostało oprócz wspomnień?

Był ciepły sierpień 2018 roku. Miłosz wrócił z Brazylii, ze swojej pierwszej wyprawy reporterskiej. Do czasu, gdy noce staną się chłodne, a jesień na dobre zamknie nas w czterech ścianach „prawdziwego” mieszkania, został nam miesiąc, może półtora. Urlopu nie mieliśmy już prawie wcale, a większość naszych oszczędności stała dumnie, zaparkowana na ulicy, nie zapowiadając żadnych dłuższych wakacji w tym roku. Jednak mieliśmy jeszcze weekendy. Mieliśmy słońce nad głowami, a w głowach tyle pasji, by pojechać kilkaset kilometrów na południe Polski, w tempie max. 80 km/h, tylko po to, by spędzić tam dwie noce. Nie kalkulując, czy to się w ogóle opłaca. Pojechaliśmy na Miedzianka Fest – festiwal reportażu, literatury, ludzkich historii. Rzeczy, które choćby się nawet chciało – trudno by było wycenić.

Doskonale pamiętam to piątkowe popołudnie, gdy wyszłam z naszego biurowca i stanęłam na przystanku autobusowym. Zatłoczonym niebotycznie, jak przystało na centrum Poznania w godzinach szczytu. Ludzie czekali na sześćdziesiątkę piątkę, dziewięćdziesiątkę trójkę, albo pięćdziesiątkę, przy czym tych ostatnich było niewielu, bo ona rzadko jeździła. A ja czekałam na Niego. Ku wielkiemu zaskoczeniu moich współpodróżnych, zupełnie niezgodnie z rozkładem, na przystanek podjechał biały, mniejszy niż wszystkie inne bus bez numerka. Głównymi drzwiami weszłam prosto do salonu. Można by rzec, że mój własny dom odebrał mnie wtedy z pracy.

Droga zajęła nam około pięciu godzin, na miejscu byliśmy późnym wieczorem. Zachodziło słońce. Bus Wawrzyniec po raz pierwszy mierzył się z górzystym krajobrazem. Na pierwszym biegu i nie bez wzdychania, wjechał na wzgórze, na którym znajdował się nasz nocleg. Uroczy, staroświecki dworek, a za nim wielki ogród. I polana, na której mogliśmy zaparkować nasz dom.

Obok nas parkował jeszcze jeden bus – błękitny Volkswagen naszych znajomych. Podróżowali nim już wówczas kilka lat. Pamiętam, że zasypaliśmy ich wtedy milionem pytań o życie w drodze i o to, jak najlepiej urządzić się w aucie. Tak bardzo byliśmy wszystkiego ciekawi. I tak bardzo jeszcze nieświadomi wszystkiego, co nas czeka.

Dni wypełniały nam spotkania z autorami, odbywające się w większości w miejscowym kościele. Zdecydowanie potęgowało to ich wyjątkową atmosferę. Budynek kościoła od dziecka kojarzył mi się z czymś nieprzystępnym. Moja rodzina nigdy nie była szczególnie religijna, a jako dorosła osoba w zasadzie w ogóle przestałam się tam pojawiać. Zawsze było mi w nim zimno. Msze były zjawiskiem na wskroś powtarzalnym. Wszyscy wiedzieli dokładnie kiedy mają usiąść, klęknąć, zaśpiewać tę czy inną pieśń. Miałam wrażenie, że ten tłum działa zupełnie bezrefleksyjnie, wręcz automatycznie. Pierwiastek ludzki ginął w doniosłym dźwięku organów, by wrócić dopiero po ceremonii, za ciężkimi drzwiami, z rutynowej rozmowie z sąsiadem.

Tymczasem na Miedziance kościół był czymś zgoła innym. Był miejscem pełnym ludzi. Ludzi, którzy naprawdę przyszli kogoś posłuchać i z kimś pomówić, czasem też i pomilczeć. Nikt nie przebywał tam z przymusu, ani żeby coś odhaczyć. Rozmowy z pisarzami przeciągały się ponad grafik, bombardowane gradem łapczywych pytań. Wszędzie, na kościelnych ławach, w dłoniach, na straganach przed kościołem, wystające z plecaków i toreb widać było książki. Jakby współczesny świat się na chwile zatrzymał. Albo jakby wszyscy ludzie, których coś jeszcze obchodzi stłoczyli się w jednym miejscu.

Cudownie było czuć się tego częścią. Spotkać tych wszystkich inspirujących ludzi. Usłyszeć głos Olgi Tokarczuk, wtedy jeszcze przyszłej Noblistki. Uścisnąć dłoń Mariusza Szczygła, zanim jeszcze stał się oficjalnym Zwycięzcą Nike. Zadumać się z Filipem Springerem nad tym, czym dla nas jest dom.

Dziś kiedy to piszę wszyscy jesteśmy w domu. Przynajmniej powinniśmy być. Koalicja Letnich Festiwali Literackich poinformowała właśnie, że tegoroczny Festiwal Miedzianka może nie odbyć się w tradycyjnej formie. Być może większa część, a może i całość wydarzeń będzie musiała odbyć się on-line. Czy ta atmosfera, którą zapamiętaliśmy z pierwszego lata z Wawrzyńcem jest jakkolwiek odtwarzalna w rzeczywistości wirtualnej? Wydaje mi się, że nie.

Nie stłoczymy się w kościele, w którego gmachu głos autora niesie się echem. Nie będziemy sobie nawzajem czytać nad ogniskiem, w rytm strzelających w nim iskier. Nie napijemy się razem piwa w odbudowanym Browarze Miedzianka, zgadując skąd pochodzą kolejno czytane na głos fragmenty reportaży. Nie zrobimy wielu innych rzeczy. Ale wciąż możemy zrobić więcej niż nic.

Możemy być właśnie tą wspomnianą garstką ludzi, którym jeszcze zależy. Na literaturze, na sztuce czytania, na dzieleniu się historią. Tym bardziej, że przyszło nam żyć w czasach, gdy ta historia wydarza się dosłownie na naszych oczach. Możemy być w tym wszystkim razem. Dzielić się tą całą ferią uczuć, jaka przelewa się teraz przez nasze serca. Razem z naszymi najbliższymi, którzy nas teraz tak bardzo potrzebują. Razem z artystami, dla których w dużej mierze ta sytuacja oznacza wyjątkowo ciężkie czasy. Razem z pisarzami, którzy zapewne kiedyś tę historię spiszą i ubiorą w okładkę, by nieść ją przyszłym pokoleniom.

Możemy wreszcie oderwać się od tego, co nas dziś zniewala i uciec w świat historii już spisanych. Polecieć myślami na drugi koniec świata, pozbawiony trosk. Albo nabrać dystansu, poznając prawdziwe życiorysy ludzi, którzy doświadczyli ich znacznie więcej. W czasach, gdy świat postanowił zwolnić, możemy dać sobie czas, aby go wreszcie poznać.

Poczuć słodki zapach zadrukowanego papieru. Zadumać się dłuższą chwilę nad przeczytanym przed chwilą zdaniem. Zrobić mu miejsce w swojej na co dzień przeładowanej myślami głowie.

Przytulić do serca książkę, która zmieniła coś w naszym patrzeniu na świat, na życie, na nas samych. Podziękować jej za to, że dzięki niej staliśmy trochę lepsi. Bogatsi. Może spokojniejsi? Pozwolić jej zostać zapamiętaną. Zasnąć z nią, odłożoną przy poduszce, gdzie zwykł spoczywać nasz telefon komórkowy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s