Wspomnienie węgierskiego lata

Rok temu o tej porze zatrzymała nas poważna awaria silnika. Podczas gdy Wawrzyniec stał w warsztacie, my spędziliśmy okrągły miesiąc mieszkając w… garażu!

Dobrzy ludzie, który wyciągnęli nas z chmury czarnego dymu i zaholowali do swojego ogródka pomogli nam znaleźć mechanika w Budapeszcie, a potem z bólem serca oznajmili, że niestety nie mają dodatkowego pokoju w którym mogliby nas ugościć, ale mogą zaoferować nam właśnie swój garaż. Obiecali urządzić w nim lokum, w którym będziemy mogli swobodnie przeczekać naprawę auta. Do dziś pamiętam ten kamień spadający z naszych serc i głów, które już kalkulowały ile wyniesie nas kilka tygodniu w hotelu, 15 kilometrów od Budapesztu i to w dodatku z psem. Bence, nasz węgierski wybawiciel jeszcze tego samego dnia, gdy odholowaliśmy Wawrzyńca do majstra, przywiózł nam garażowe meble. Mieliśmy aneks z kuchenka gazowa, stoliki do pracy a nawet łóżko na stelażu z palet. Dla nas, na codzień mieszkających w samochodzie metraż wydawał się wręcz luksusowy.

Owszem, było ciężko. To uczucie uwięzienia w jednym miejscu zaledwie miesiąc po tym jak rozpoczęliśmy naszą podróż marzeń przytłaczało nas z każdym dniem coraz bardziej. Tym bardziej, że od początku nie wiedzieliśmy ile dokładnie potrwa naprawa. Nikt nam nigdy nawet nie powiedział że na pewno się uda. Każdy poranek niósł promyk nadziei, że to dziś. Że zadzwonią, że można go odebrać. Każdy wieczór niósł rozczarowanie, niepewność i kolejne butelki wypitego na smutno węgierskiego wina.

Jednak ta historia ma szczęśliwe zakończenie. O tym jeszcze kiedyś napiszemy. Dziś jednak, patrząc na tę „tragedię” rok później czujemy wdzięczność. Mieliśmy ogromne szczęście. Znaleźliśmy się w obcym miejscu zupełnie bezradni i ktoś o nas dbał. Nie tylko pomógł jednorazowo, ale otoczył opieką od samego początku i obiecał nie odchodzić, dopóki nie będzie pewien, że jesteśmy bezpieczni.

Dziś wyruszając w naszą drugą już podróż życia jesteśmy spokojni. Nie boimy się, że coś pójdzie niezgodnie z planem. Na pewno coś nie pójdzie. Plany są największym wrogiem przygody. Tym samym mamy ogromną wiarę w ludzi. W to, że z natury są po prostu dobrzy. I jeśli zdążyliśmy już zrobić coś dobrego dla świata, to na pewno do nas wróci. 🧡

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s