Już nie zawracamy.

Właśnie dobiega końca nasz ostatni weekend w Polsce. Oczywiście pod warunkiem, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Wielokrotnie już przekonaliśmy się, że plany warto mieć, ale żeby się do nich od razu jakoś mocno przywiązywać? – niekoniecznie.

Tym bardziej trudny był dla nas ten ostatni tydzień. Pełen wrażeń, nadziei, tych chwil, kiedy tętno przyspiesza w reakcji na obraz, który powstał jedynie w naszej głowie.
Ten obraz nigdy sam się nie ziści. Musimy mu pomóc.
Dziś myślę, że najtrudniejsze decyzje to właśnie te, oparte o plany, które mogą nie wyjść. Decyzje, które mają sprzyjać spełnianiu marzeń, ale mogą się równie dobrze zakończyć bolesnym upadkiem. Co gorsza, w życiu nie ma jazdy próbnej. Nie dowiemy się, póki nie spróbujemy.
Bardzo w takich chwilach pomaga, kiedy czujemy się w naszym życiu bezapelacyjnie nieszczęśliwi. Łatwiej jest wówczas postawić wszystko na jedną kartę. Powiedzieć sobie „co mam do stracenia?”.

Co jeśli jednak czujemy, że wcale nie jest tak źle? Jeśli wiemy, że wielu ludzi bardzo chciałoby być w naszej skórze? Może to zwykła zuchwałość, że wciąż chcemy czegoś innego? Może to ze mną jest coś nie tak?

Wielokrotnie przez moją głowę przemykały te pytania, starając się jakoś ujarzmić ten wewnętrzny zew żądający radykalnych zmian. Straciłam kilka włosów i nerwów, nie znalazłam odpowiedzi, a zew nadal wył.

Czasem największym pocieszeniem bywa myśl w gruncie rzeczy smutna. Tak było w moim przypadku.
„Mam tylko jedno życie.” – pomyślałam. Mogę je spędzić odważnie, sama ustalając zasady, albo w bezpiecznej świadomości, że spełniam wytyczne wszystkich dookoła. Mogę być kiedyś siwą jak gołąbek staruszką, mówiąca, że te zmarszczki to od tego, że za dużo się śmiałam. Mogę też nie mówić nic i każdy sam wpadnie, że to ze zgryzoty.

Ostatnio jechałam pociągiem z pewną starszą panią. Przez całą drogę Poznań – Warszawa nie przestawała mówić. Chciała, by ktoś wysłuchał jej historii, a ja byłam jednym wielkim uchem. Opowiedziała mi kawał swojego życia. To co zwróciło moją uwagę, to że wspominała tylko te naprawdę ważne momenty. O tym jak się zakochała. Jak z miłości ruszyła za mężem w nieznane. O bohaterskich czynach swoich najbliższych. O odwadze właśnie.

Z tej rozmowy wyciągnęłam jedną ważną lekcję. W życiu częściej żałujemy tego, czego nie zrobiliśmy. Jeśli zrobimy coś głupiego, to po prostu wyniknie z tego inna historia. Pani Gosia wielokrotnie użyła słów „tak strasznie się bałam, wie pani, ale udało się! „.
Teraz się trzymam mocno tych słów i przytulam je mocno, gdy głos zwątpienia każe mi zawrócić.

Już nie zawracamy.
Trzymajcie za nas kciuki. 🧡

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s