Dzień Psa.

Dziś obchodzimy Światowy Dzień Psa. To dla mnie niezwykle ważny dzień.

Życie niejednokrotnie nauczyło mnie, że ludzie przychodzą i odchodzą. Przynajmniej większość z nich. Czasami nawet ci z pozoru najbliżsi. Niektórzy dlatego, że już nas nie potrzebują, inni, ponieważ nie podoba im się to kim się stajemy. Jeszcze inni w którymś momencie stwierdzają, że już nie zasługujemy na ich miłość. Jakby to był jakiś abonament, którego zapomnieliśmy opłacić. Moje wewnętrzne dziecko nieraz zapłakało nad tym, że uczucia, które uważałam za gwarantowane na zawsze, wcale takie nie były. Tych, na których mogłam liczyć bezwarunkowo, odnalazłam dopiero jako dorosły człowiek. Nie wszyscy są ludźmi. Pierwszym z nich był pies Dudu.

Kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy Dudu czuł wobec mnie przede wszystkim strach. Tak samo jak wobec wszystkiego, co go otaczało. Nieszczególnie się mu dziwiłam, bo też bym się siebie bała – niepewnej, dwudziestokilkuletniej dziewczyny, która nagle uznała, że zdoła otoczyć opieką kogoś z tak dramatycznie złamanym sercem. Dudu też już nikomu nie ufał i nie wierzył, że coś nam jest w życiu dane na zawsze. Pogodził się z losem i starał się polubić ten schroniskowy boks, z którego wielki świat można było bezpiecznie oglądać zza kraty. Niechętnie z niego wychodził, gdy pewnego dnia po prostu oznajmiłam mu, że oto jedziemy do domu.

Uczyliśmy się siebie i trwało to długo. Dłużej niż myślałam, że dam radę, podpisując jego papiery adopcyjne. Uczyliśmy się ufać, wyznaczać granice i krótkimi jak Dudełkowe łapki kroczkami te granice przekraczać. Aż pewnego dnia wróciłam do domu, a on zamerdał ogonem.

Potem, gdy kiedyś siedziałam smutna położył mi pysk na kolanie. Wtoczyl swój zadek obok mnie na kanapę i ciężko westchnąl, jakby doskonale rozumiał, co się dzieje w mojej głowie. W tamtej chwili poczułam, że oto jesteśmy. Ja jego i on mój. Cokolwiek by się nie działo. I że tak już zostanie.

Dziś Dudu jest psim podróżnikiem. Z zalęknionego, zgarbionego stworzenia stał się radosnym, rozmerdanym kundelkiem, który każdemu już z daleka biegnie na powitanie. Przed obcymi psami chroni swoje koty i wyjątkowych natrętów potrafił nieraz już pogonić. Dziś w oczach Dudu widać bezdenną chęć życia. Nauczył się kochać i ufać. Nauczył tego też mnie. Jestem z niego dumna, jak z niczego na świecie.
Wszystkiego najlepszego, piesku. 🧡

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s