Zagrzeb.

Wczoraj pisałam o mieście jak o pewnej potężnej istocie. Może nawet trochę jak o potworze, który pochłania, zniewala i trzyma swych jeńców na smyczy.
Tym razem zobaczyłam tylko potworzątko. Wielkie, ale bezbronne. Zatopione w kałuży płaczu.

Piękny stary Zagrzeb, tuż za tą ścianą jest taras widokowy, z którego widać całe miasto. 

Do Zagrzebia przyjechaliśmy w bardzo trudnym czasie. Po pierwsze dlatego, że wciąż przemierzamy świat w trakcie pandemii. Miasta są opustoszałe, ulice nawet w weekendowe wieczory nie tętnią życiem jak zwykle. Alkohol nie leje się w kieliszki, ale na dłonie przy wejściach do sklepów i w połączeniu z ostatnimi upałami moja skóra postarzała się przez kilka tygodni o jakieś kilkanaście lat. Nie, to nie jest ważne. Ważne dzieje się wokół nas i bardziej obok niż z nami. W czasie gdy cały świat wydaje się być już wystarczająco bezradny Zagrzeb dostał od losu swój własny, dodatkowy cios. 22 marca rozpoczęła się tutaj seria trzęsień ziemii. Ostatnie tak silne wstrząsy zarejestrowano 140 lat temu. Wiele budynków zostało zniszczonych. Miejsca tłumnie odwiedzane przez turystów są nieczynne. W remoncie. Zagrożone zawaleniem. Wielu ludzi potraciło mieszkania, dorobek życia, a także zmysły. Wieczorami na ulicach raz po raz da się słyszeć rozpaczliwe krzyki bezdomnych, którzy nigdy by nie pomyśleli, że może ich spotkać taki los. Trudno jest zwiedzać tak pogrążone w smutku miasto z uśmiechem na twarzy. Miasto, które wciąż się boi, bo Zagrzebiem nie przestaje trząść, jedynie nasilenie kolejnych wstrząsów z czasem maleje. Mimo wszystko staraliśmy się wydobyć z niego piękno, które w nim usnęło. Wyobrazić sobie te puste ulice pełne roześmianych Chorwatów, wznoszących toasty białym, rześkim winem, czule przy tym patrząc sobie w oczy.

Jeszcze raz doceniliśmy to, co mamy. To, że jesteśmy razem, zdrowi, bezpieczni, a nasz mały ośmiometrowy domek stoi w jednym kawałku. To, że w każdej chwili możemy zmienić wszystko co nas otacza, a w nas nie zmieni się zupełnie nic. To, że nasze szczęście nie zależy od majątku, który w każdej chwili może się zawalić lub spłonąć, a rzeczy które są dla nas najcenniejsze nie są rzeczami. Nikt ich nam nigdy nie odbierze.

Chodźcie, zobaczcie z nami Zagrzeb. 🧡

Rowery to w Zagrzebiu bardzo popularny środek lokomocji. Jeżdżą nimi nie tylko ludzie
Tutaj w drodze na Plac Świętego Marka. To niezwykle ważne miejsce w Zagrzebiu, o którym więcej opowiemy już wkrótce.
Dachy Zagrzebia. Z tej perspektywy tego nie widać, ale wiele z nich kryje teraz wyludnione po trzęsieniach budynki, puste pomieszczenia w obrębie pękających ścian.
Na piknik udaliśmy się do Parku Ribnjak. Często podpytujecie nas skąd brać pieniądze na podróże. Warto zacząć od redukcji wydatków. Żyjemy bardzo tanio, nie chadzamy do restauracji. Lokalne produkty kupujemy w zwykłych sklepach. Degustujemy na zimno na trawie, lub gotujemy w naszym ekskluzywnym lokalu Wawrzyniec.
Ciężko się po prostu bawić, gdy z każdej strony wyłazi smutek. Moje wewnętrzne dziecko jest wciąż żywe, ale ma w sobie znacznie więcej wrażliwości niż beztroski.
Wrażenie pustki jest dojmujące.
Jest piękny stary Zagrzeb i jest o taki, Jugosławiański. Ten budynek nazywa się Mamutica. Opowiemy o nim ciut więcej w naszym kolejnym filmie.
Jedna z dzielnic Zagrzebia – Sopot. Mola nie zarejestrowano.
A tutaj mieszkaliśmy przez ostatnie kilka dni. Kompleks parkowy nad jeziorem Jarun. Miejsce bardzo przyjazne kamperom, psom, kotom i ludziom, którzy lubią być z dala od ludzi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s