Suczka Serbuszka.

Nazwaliśmy ją Serbuszka. 🖤
Od Serbii, w której ją spotkaliśmy i od serduszka, które od samego początku podarowała nam w całości. Przez kilka dni przychodziła do nas coś przekąsić i trochę się połasić. Ostatniego już nie odstąpiła nas na krok. Całą noc przespała pod drzwiami kampera, jakby czuła, że nad ranem planujemy odjechać.

Nie powinno się nadawać imion tym, których nie chcemy oswoić. Których wiemy, że nie zdołamy zabrać ze sobą. Do tego, co ma imię, człowiek się łatwiej przywiązuje. A potem to bardziej boli.

Ale miałam już dość mówienia „o ten czarny piesek z kulawą nóżką zrobił to czy tamto.” „Serbuszka” wypowiedziałam bez chwili namysłu. Potem już jakoś tak zostało. W pewnym sensie ona została ze mną do dziś.

Wschodnia Europa to mój mentalny dom. Pokochałam ją, gdy pewnego razu Miłosz zabrał mnie zimą do Mołdawii. Po drodze zwiedzaliśmy jeszcze kawałek Ukrainy, na noc Sylwestrową wylądowaliśmy w Kiszyniowie. Może to pełne ciepła twarze tamtych ludzi, może ich melodyjna mowa, może jakiś sentyment do krajobrazu miast, które dziś przypominają mi Polskę z lat mojego dzieciństwa. A może to po prostu miłość ślepa, niewytłumaczalna w żaden sensowny sposób. Jakaś mistyczna siła, która sprawia że mając do wyboru weekend w bajkowym Paryżu lub brutalistycznym Kiszyniowie, zawsze wybiorę to drugie.

Jedną tylko rzeczą ta wschodniackość za każdym razem łamie mi serce i tej jednej jakoś nie umiem jej zapomnieć. Są to wałęsające się ulicami psy, wychudłe, porzucone koty. Istoty o lepkich, przerzedzonych futrach, zapadniętych pyskach, lecz o dziwo czasem jeszcze oczach, w których tli się płomyk nadziei.

Czasem te oczy mówią „podziel się tą bułką”.Czasem pytają „czy zabierzesz mnie do domu?”. Za każdym razem, gdy na to drugie pytanie muszę odpowiedzieć „nie” czuję, jakbym robiła coś złego. To poczucie niemocy jest miażdżące i czasem wytrąca z równowagi na długie godziny. Czasem, jak Serbuszka, nawet dni. Jednak za każdym razem uczy też pokory. Że jestem tylko małym pyłkiem na tym świecie i całego go nie naprawię. Że najważniejsze, by każdy robił coś dobrego, nawet jeśli to jest bardzo małe. Te małe rzeczy się potem zbierają w coś wielkiego. Że nie mam prawa oceniać tamtych ludzi, bo nie znam ich historii. Nie wiem czego im brakuje. Może niektórzy sami chcieliby więcej „tej bułki”?
A przede wszystkim, że ocenianiem nikogo nie ocalę. Mogę tylko robić swoje, kochać moje uratowane zwierzaki i myśleć, jak pomóc innym.
Mogę mówić głośno o tym, że są tacy jak Serbuszka. I mieć nadzieję, że ktoś ich kiedyś ze sobą zabierze. 🧡

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s